| Teksty | Zdrowy wybór | Humanitarne zabijanie |

Humanitarne zabijanie

W ciągu tych kilku ostatnich lat, począwszy od 1991 r., aż do czasu mojej obecnej działalności w organizacji Viva! zrozumiałam, że naukowe badania potwierdzają, co pokazywał ten film. - Milionom zwierząt podrzyna się gardła, gdy są jeszcze w pełni tego świadome.

Ogłuszanie zwierząt ma na celu pozbawienie ich świadomości - do momentu, aż wykrwawią się na śmierć. Gdyby ogłuszanie od razu zabijało zwierzęta, przynajmniej zmniejszyłoby ich cierpienie poprzez szybszą i krótszą śmierć. Jednakże nie robi się tego, ponieważ istnieje stary przesąd wśród rzeźników, mówiący, że serce musi ciągle pracować gdy podrzyna się gardło - aby ostatnia kropla krwi wypłynęła z martwego ciała, co rzekomo zapewnić ma antyseptyczność i świeżość mięsa. Obecnie jednak jest już wiadomo, że ta sama ilość krwi pozostaje w mięsie, bez względu na to czy serce zwierzęcia biło czy nie, podczas tzw. etapu wykrwawiania.

Nieodłącznym aspektem współczesnych metod ogłuszania zwierząt jest niebezpieczeństwo odzyskania przez nie świadomości przed fazą poderżnięcia gardła. Badania opublikowane w magazynie Meat Science w 1991 roku pokazały, że świnie nie są ogłuszane wystarczająco silnym napięciem prądu. Około 38% z nich ogłuszano prądem 100-woltowym w wyniku czego odzyskiwały one świadomość po 10 sekundach. Natomiast te, którym podłączono napięcie 75-woltowe, w ogóle nie straciły świadomości. Przepisy ustanowione przez Ministerstwo Rolnictwa, mówią natomiast o co najmniej 240-woltowyrn napięciu prądu, niezbędnym do skutecznego ogłuszania świń. Jest to bardzo niepokojący sygnał, że stosuje się 75-woltowe napięcie prądu w większości rzeźni (i zazwyczaj prawie zawsze mniejsze od 150 woltów).

Rządowa Rada ds. Zwierząt Hodowlanych stwierdziła podczas licznych inspekcji w 1994 roku, że bardzo wielu rzeźników w ogóle nie zwraca uwagi na odpowiednie instalowanie na głowach świń właściwego instrumentu do ogłuszania elektrycznego. Oznacza to, że szok wywołany przez nagły paraliż wystarcza, aby skrępować tylne nogi świni i zawiesić ją na haku - głową do dołu, lecz nie wystarcza, aby wyeliminować świadome postrzeganie przez zwierzę tego, co się wokoło niego dzieje.

Inne przeprowadzone studia w tej dziedzinie opublikowane w The Pig Veterinary Journal w 1991 r., pokazują, że nawet jeśli świnie ogłusza się wyższym napięciem prądu oraz robi się to w odpowiedni sposób, czas pomiędzy ich ogłuszaniem, a wieszaniem głowami do dołu i podrzynaniem gardeł jest prawie zawsze o wiele za długi i jest wystarczająco dużo czasu, aby mogły odzyskać ponownie świadomość. Oznacza to, że w ciągu każdego roku miliony świń w Wielkiej Brytanii mogą odczuwać okropny ból i cierpienie podczas fazy powolnego wykrwawiania się.

Nie jest też dla mnie niczym dziwnym, że naukowcy odkryli takie fakty w przypadku bydła i owiec. Badania opublikowane w British Veterinary Journal w 1984 r. na temat rzezi owiec ujawniają ponury obraz sytuacji. Po przeanalizowaniu 10.000 przypadków owiec zabijanych w 40 brytyjskich rzeźniach stwierdzono, że od momentu ogłuszenia owcy do momentu poderżnięcia gardła, upływa od 73 sekund do 5 minut. Tymczasem stwierdzono, że po ogłuszeniu owce tracą świadomość przez około 50 do 60 sekund. Proste wyliczenie matematyczne pokazuje, że większość owiec w Wielkiej Brytanii spotyka taki sam los jak świnie - okrutna i barbarzyńska śmierć. Pewna ulotka rozdawana przez jednego z naukowców na konferencji weterynaryjnej w 1992 r. oświadcza, że większość cieląt ginie także z pełną świadomością, tego że podrzyna im się gardła. Wiele cieląt ogłusza się za pomocą prądu, który pozbawia je świadomości przez jedynie 18 sekund. To oczywiście nie wystarcza, by proces uśmiercania nie powodował niepotrzebnego bólu. Większość cieląt jest jeszcze świadoma przez około 100 sekund od momentu poderżnięcia gardła (dopiero po tym czasie ustaje praca mózgu).

Dorosłe krowy ogłusza się przy pomocy specjalnego rodzaju pistoletu. Rada ds. Zwierząt Hodowlanych wydała w 1984 r. raport, w którym można przeczytać, że większość przypadków niewłaściwego ogłuszania zwierząt spowodowana jest nieodpowiednim przystawieniem lufy pistoletu do głowy. Raport ten wspomina o licznych przypadkach "podwójnego ogłuszania" bydła przed właściwą fazą uśmiercenia.

Inspekcja przeprowadzona w 1990 r. kontrolowała przebieg samego procesu ogłuszania 2.000 krów w 27 rzeźniach. Okazało się że 7% krów było ogłuszanych "w znacznie mniejszym stopniu niż wymagało to skuteczne ogłuszanie". W skali samej tylko Wielkiej Brytanii oznacza to, że co najmniej 220.000 krów przechodzi każdego roku przez doświadczenie agonii. Pewnym problemem, którego nie są w stanie zobrazować żadne statystyki, jest nieopisane uczucie strachu, oraz bólu wyrażanego zawsze bardzo głośno przez sterroryzowane i okaleczone żywe istoty. Nic więc dziwnego, że to masowe, zalegalizowane okrucieństwo - odbywa się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Jeżeli ludzie byliby zmuszeni doświadczać widoku uśmiercanych zwierząt i widoku ich przerażonych oczu, to zwyczaj jedzenia mięsa bardzo szybko zacząłby chylić się ku upadkowi.

Jest też wiele innych rzeczy w "świecie mięsa", ukrywanych przed oczami opinii publicznej. Chyba tylko przez czysty przypadek spotkałam latem 1992 r. kobietę, która pracowała w dziale obróbki i pakowania mięsa w jednym z supermarketów. Jej fachowy sposób wypowiadania się o swoich doświadczeniach zawodowych, jak i sama ich treść zaszokowały moją świadomość na tyle, że zaczęłam organizować serię nowych poszukiwań, idąc tym śladem.

Rozmowa z tą osobą rozwinęła się na dobre, gdy dowiedziałam się od niej o istnieniu w mięsie tzw. "kremu miętowego". W naiwny sposób poprosiłam ją aby wyjaśniła mi co miała na myśli. Instynktownie przeczuwałam, że określenie to jest jakąś daleką metaforą. "Miętowy krem" to niewielkie, okrągłe ropiejące wrzody, które często pracownicy napotykają porcjując sztuki mięsa na mniejsze kawałki. Normalnym sposobem postępowania jest wyskrobywanie wrzodów nożem, wycinanie chorej części mięsa i wyrzucanie jej do kosza. - Nie do kosza na śmieci, ale do "kosza z kremem miętowym."
Pomyślałam sobie, że nadszedł już najwyższy czas, aby zająć się kontrolą jakości mięsa, które uchodzi za produkt "odpowiedni dla ludzkiej konsumpcji". Okazało się, że poza paroma wyjątkami, większość supermarketów nie ma wpływu na to skąd pochodzi sprzedawane przez nie mięso, ponieważ prawie cały handel mięsem odbywa się przez pośredników. Równie niepokojące jest zjawisko braku kontroli w tym zakresie przez duże instytucje publiczne, utrzymujące w szpitalach, domach starców, internatach, szkołach - słabych, podatnych na infekcje ludzi. Prawie 70% z nich nie jest świadoma skąd pochodzi kupowane mięso ani jak wygląda jego pozyskiwanie. Zazwyczaj instytucje te kupują je od pośredników i nie mają nawet możliwości sprawdzenia czy były w związku z tym zachowane przepisy określające poziom higieny tych produktów.

Ponieważ wydatki z budżetu centralnego na instytucje o charakterze lokalnym, zdrowotnym, czy edukacyjnym - zmniejszają się, potrzeba ekonomicznego gospodarowania swoimi ograniczonymi funduszami sprowadza się w tym wypadku do konieczności zaopatrywania się w coraz tańsze produkty, w tym także tanie produkty mięsne. Niestety tanie mięso, to mięso niskiej jakości. Są to często odpadki, a nawet zainfekowane porcje mięsa. Stosowanie w pewnych okresach tzw. cen dumpingowych (tzn. celowe zarzucanie rynku tanim towarem - przyp. tłum.) i sprzedawanie mięsa poniżej kosztów jego produkcji, jest jedynie ekstremalnym przypadkiem biznesu opartego na oszustwie.

Do góry